Lifestyle

FOTOGRAFIA ANALOGOWA

aparat analogowy lustrzanka smena kiev zenit Kamila Walczak
fot. Kamila Walczak

W dzisiejszych czasach ciężko jest nam funkcjonować bez elektroniki. Telefony, tablety, telewizory, konsole – kto z nas nie posiada przynajmniej jednej z tych rzeczy? Ja postanowiłam na chwilę cofnąć się w czasie.

Na moją prośbę Tata poszperał w domowych zasobach i przywiózł mi trzy cuda: aparaty analogowe. Pamiętam je z dzieciństwa: siedziałam godzinami na dywanie i naciskałam spust ciesząc się każdym wydanym przez aparat dźwiękiem. I ten zapach…metal połączony ze skórą…nic się nie zmienił. Kiedy wyciągałam je z pudełka, miałam wrażenie, że trzymam w rękach coś, co niekoniecznie jest przeznaczone dla mnie. Dopiero kiedy Tata powiedział, że mogę je wziąć – odetchnęłam.

Na pierwszy ogień poszedł Kiev – stary aparat mojego Dziadka, przekazany wiele lat temu mojemu Tacie. Cenny tym bardziej, że to moja jedyna pamiątka po Dziadku, którego nie pamiętam. Kolejny – Zenit mojego Taty. Nie ukrywam, że ten aparat był moim marzeniem od pewnego czasu, jednak nie kojarzę go z dzieciństwa, więc tym bardziej wzbudził moją ciekawość. No i moja ulubiona zabawka z lat szczenięcych (szczerze mówiąc przez długi czas myślałam, że to faktycznie zabawka) – Smena – również należąca do Taty.

Dopiero kiedy dotarłam do domu, odważyłam się obejrzeć aparaty dokładniej. Wyjęłam je z futerałów, dotykałam, sprawdzałam jak działają i jakie mają funkcje. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zacząć ich używać. Najpierw jednak planuję je oddać do czyszczenia. Mają już swoje lata, wiele z nich spędziły na dnie szafy. I pomimo, że na allegro czy olx można takie kupić za grosze – moje egzemplarze są dla mnie bezcenne. Są częścią mojej rodziny. Po pierwszych oględzinach czuję, że najbardziej polubię się z Zenitem. Kiev trochę mnie przeraża – być może wynika to z faktu, że należał kiedyś do Dziadka i trochę się tego aparatu boję. Ale i na niego przyjdzie czas (mam nadzieję). No i Smena – ciekawa zabawka i w porównaniu do dwóch pozostałych aparatów zachwyca lekkością. Zenit jest ciężki, ale Kiev to już prawdziwa cegła. Sztywne skórzane futerały wykończone metalem też swoje ważą, także trzeba będzie się przyzwyczaić. Ale sądzę, że warto. Zwłaszcza dla pięknych, czarno-białych zdjęć, które są moim celem. Trzymajcie kciuki, bo widzę już, że łatwo nie będzie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *